edukacja

Może stara szkoła była dobra, bo była zła?

Posted on Updated on

Czytam “Niezwykłe umysły. Jak w dziecku rodzi się uczony.” pod redakcją Johna Brockmana. Artykuły, w których wybitni naukowcy wspominają lata dzieciństwa, szkoły, czasem studiów. Zastanawiają się, co zdecydowało o tym, że wybrali karierę naukową.

I tak sobie myślę… Może stara szkoła była dobra, bo była zła? Akademicki rygor, bezwzględność belfrów, niehumanitarne sekcje żab, ZERO nowoczesnych technologii, za to dużo zakurzonych książek – może to wszystko było dla wybitnych umysłów niezbędnym punktem odniesienia? Albo motywacją do ucieczki w jakieś własne światy, które z powodzeniem kreowali i eksplorowali, albo wyzwaniem, któremu chcąc sprostać, przerośli i własnych nauczycieli i cały system edukacji…

A dziś, w czasach “kolorowania drwala” – co dostaje zdolny młody człowiek? Ani to się buntować, bo nikt go specjalnie nie naciska, więc nie ma przeciw czemu. Ani odkrywać, że jest jakiś horyzont poza najbliższą klasówką, bo nauczyć się na nią, to żadne wyzwanie i szkoda tracić czas, jak można szybko wrócić do Playstation… które na dodatek zaraz zacznie występować w klasach zamiast – tfu! przeżytki! – tablicy i kredy

Na pewno upraszczam, nie wątpię. Ale jestem pewien, że coś w tym jest.

Reklamy